Publikacje

Koopetycja w praktyce – artykuł w ZP5/2012

Kreatywność z nieograniczoną odpowiedzialnością. 

Biznesowa kreatywność oznacza twórcze wykorzystanie istniejących warunków rynkowych. Te mogą być lepsze lub gorsze, w zależności chociażby od poziomu zamożności miasta, regionu lub kraju, ale z pewnością nigdy nie będą równe. Zamiast snuć marzenia o potędze Pomorza Zachodniego, wyczekiwać na polepszenie sytuacji gospodarczej i wypełniać ten czas narzekaniem, frustracją i roszczeniami wobec losu, władz i cyklistów, Klaster Przemysłów Kreatywnych podjął wyzwanie i wziął sprawy we własne ręce, by pracować z tym, co jest.

Rok temu, wielki amerykański szkoleniowiec Fleet Maull na spotkaniu w Klubie 13 Muz na temat rozwiązywania konfliktów, upomniał narzekających szczecinian: „Jeśli chcecie naprawdę rozwiązać problemy, nie szukajcie odpowiedzialnych za sytuacje. To wy weźcie za nie odpowiedzialność. Jeśli przerzucacie odpowiedzialność na innych, oddajecie w obce ręce władzę nad waszymi problemami”. Łatwo powiedzieć. O ile intelektualnie jesteśmy w stanie zrozumieć i zaakceptować tę mądrość, to zupełnie nam nie wychodzi jej przełożenie na praktykę. W jaki sposób firmy kreatywne mają wziąć odpowiedzialność za kiepską sytuację rynkową, na którą złożyły się dziesięciolecia zaniedbań? Jedyna właściwa odpowiedź brzmi: mogą, jeśli problemy przestaną być traktowane jak fatum, tylko jak lista zadań. Nie ma innej odpowiedzi dla biznesu kreatywnego w regionie. Zakasujmy rękawy i zdefiniujmy, co naprawdę nas ogranicza.

1. Rozproszenie.

Podobnie jak wiele innych zachodniopomorskich branż, rodzime biznesy kreatywne to małe i średnie firmy. To sprawia, że przedsiębiorcy najzwyczajniej nie wierzą w swój wpływ na otoczenie biznesowe w którym działają. Poza tym, większość czasu pochłania im działalność podstawowa i nadmiar obowiązków administracyjnych oraz organizacyjnych, których nie ma na kogo zrzucić z uwagi na skalę biznesu. Jeśli dorzucimy do tego kryzys i ostrą konkurencję, rozmowa o dalekosiężnej strategii oraz współpracy branży kreatywnej wydaje się abstrakcją i stratą cennego czasu. Największym wyzwaniem każdego klastra jest dziś udowodnienie przedsiębiorcom, że taka integracja przynosi korzyści całkiem szybko. I że tak naprawdę nie ma innej drogi.

2. Dyskryminacja

Aby docenić znaczenie biznesów kreatywnych na lokalnym rynku, należy zdać sobie sprawę w jaki sposób kształtują one nasz cywilizacyjny dorobek. Nikt nie wątpi, że kreatywna architektura, media, multimedia, sztuka, kultura, design, promocja, reklama integrują i rozwijają lokalną społeczność. Można odnieść wrażenie, że od wielu kadencji nasze władze chorują na syndrom Koziołka Matołka, który (biedaczysko) po szerokim szukał świecie tego, co jest bardzo blisko. Ciężko inaczej wytłumaczyć, dlaczego przez całe lata do organizowania wielkich wydarzeń i kampanii promocyjnych, poszukiwań zagranicznych inwestorów oraz organizacji licznych prezentacji, sympozjów i konferencji, które są niebywałą szansą na aktywizację i promocję rodzimego rynku kreatywnego, władze sięgają po oferty spoza regionu. Ignorują własne zaplecze kreatywne. Tymczasem, zachodniopomorskie firmy kreatywne dają sobie świetnie radę na rynkach zewnętrznych. Zbierają tam zasłużone laury i zarabiają pieniądze bez niczyjego wsparcia. Mamy dziś przedziwną sytuację, w której rozwinięte firmy z sektora kreatywnego traktują własny region jako sypialnię lub bazę wypadową do podboju innych rynków, za to na naszym podwórku dosyć odważnie poczynają sobie firmy kreatywne z całej Polski. Powody? „Bo przetarg, bo procedura, bo konkurs, bo szczecińskie pomysły nie mogą być dobre”. Być może, milcząc przez wiele lat, sami sprowokowaliśmy taką sytuację.

3. Niedojrzałość

Na drzwiach każdej inicjatywy klastrowej powinna znaleźć się tabliczka „tylko dla dorosłych”. Dlaczego? Bliska współpraca między bezpośrednimi konkurentami wymaga dojrzałości i porzucenia narosłych animozji. Jakże ciężko poskromić ambicję, puścić w niepamięć urazy i wypracowywać z konkurentem ramię w ramię rozwiązania służące wszystkim. A jednak warto, bo taka cywilizacyjna zmiana otwiera horyzonty, o których nawet nie śniliśmy. Nowe słowo „koopetycja” (pochodzi od słów: „co-operation” – współpraca i „competition” – konkurencja) na dobre zagościło na uniwersytetach i konferencjach poświęconych najnowszym modelom biznesowym. Tej nowej strategii uczy przedsiębiorców bardzo surowy nauczyciel: kryzys gospodarczy. Odróbmy zadane lekcje.

4. Wyobraźnia

Wyobraźmy sobie przez chwilę, że wyżej wymienione ograniczenia nie istnieją. Zachodniopomorskie biznesy kreatywne doskonale się znają i dzięki temu współpracują ze sobą, mają świetny kontakt z władzami, które je zauważają, wspierają i wpisują w prowadzoną politykę regionalną. Strony prowadzą ze sobą ciągły dialog, ponieważ rozumieją jak bardzo strategiczny jest to sektor. Przedsiębiorcy, pomimo że na co dzień konkurują, powołują konsorcja i wspólne inicjatywy klastrowe dotyczące np.: eksportu i promocji w Niemczech i Skandynawii, współpracy z uczelniami oraz instytucjami rynku pracy lub realizacji wielkich projektów przetargowych. Jeśli to brzmi nierealnie, to dlaczego udało się w Łodzi, Krakowie, Warszawie, Katowicach, Wrocławiu, a nawet w 64-tysięcznym Lesznie? To historie prawdziwych sukcesów.

Recepta? Komunikacja.

Co ogranicza zachodniopomorskie biznesy kreatywne oraz ich kreatywność? Przede wszystkim zaniedbana komunikacja. Szwankuje komunikacja przedsiębiorców między sobą i nie istnieje komunikacja z władzami, co ma wyraźny wpływ zarówno na sytuację rynkową w regionie, jak i na biznesy kreatywne. Pomimo to, badania przemysłów kreatywnych w Polsce pokazują, że z poziomem kreatywności województwo zachodniopomorskie nie ma wielkiego problemu. Na tle Polski udział sektora biznesów kreatywnych w liczbie wszystkich zachodniopomorskich przedsiębiorstw jest na poziomie średnim. To znakomity punkt wyjściowy do rozwoju naszego Klastra, ponieważ startujemy z dorobkiem oraz posiadamy ugruntowaną pozycję rynkową. Klaster Przemysłów Kreatywnych to inicjatywa, która przypomina wielopoziomowy bufor komunikacyjny w którym zbiegają się różne poglądy, specjalizacje i profesje kreatywne, by rozmawiać o kształtowaniu lokalnego otoczenia biznesowego. A pierwsza dobra informacja jest taka, że to wspaniałe narzędzie już istnieje i już przynosi korzyści chętnym.

Maciej Borowy

Przewodniczący Klastra Przemysłów Kreatywnych przy Północnej Izbie Gospodarczej.

WYPOWIEDŹ nr 1

Marcin Niewęgłowski – specjalista ds. przemysłów kreatywnych, bloger (CreativeIndustries.co), przedsiębiorca,

To, co łączy polskie podmioty z sektora kreatywnego w Polsce i za granicą, to fakt, iż są to głównie firmy należące do sektora MŚP. Jak wiadomo, w każdej gospodarce, czy to narodowej, czy to europejskiej, odgrywają one ogromną rolę zarówno dla państw, jak i poszczególnych miast. Nie jest inaczej w przypadku przedsiębiorstw kreatywnych. Barier w ich rozwoju można doszukiwać się zarówno w czynnikach wewnętrznych, jak i zewnętrznych.

W pierwszym przypadku chodzi o brak świadomości, że dana firma jest częścią sektora kreatywnego. Innym wewnętrznym elementem jest brak autentycznej integracji podmiotów w celu wspólnego, a nie partykularnego działania. Często przedsiębiorstwa nie zdają sobie sprawy, że w grupie tkwi siła, co powiązane jest z deficytem lidera lub grupy liderów, którzy zawsze pełnią rolę kapitanów takiego przedsięwzięcia. A jak pokazują dobre przykłady działania klastrów w Polsce (np. Dolina Lotnicza Rzeszowie czy też Zielona Chemia w Szczecinie) odgrywa to niebagatelną rolę. W przypadku sektora kreatywnego wzorcem do inspiracji może być mutlimedialny wrocławski klaster Creativro, który skupia nie tylko prywatne firmy, ale także uczelnie wyższe.

Na rozwój i kondycję kreatywnych firm wpływają także czynniki zewnętrzne. Jednym z najważniejszych elementów jest świadomość, że miasto i władze regionu chcą, aby tego rodzaju sektor rozwijał się u nich. Tak miało miejsce na Dolnym Śląsku, gdzie sam prezydent Wrocławia zainicjował stworzenie wspomnianego klastra Creativro. Dlatego też, podobnie jak to ma miejsce w przypadku pozyskiwania inwestycji zagranicznych, w naszym regionie powinny być podjęte kroki, zmierzające w stronę wypracowania polityki wsparcia przemysłów kreatywnych w ich prosperity. Na pewno w żadnym wypadku nie powinno to przyjmować form dotacji. Dla przykładu – można opracować roczny plan wydarzeń (w Polsce i za granicą), w których miasto/ region bierze udział, i podczas których można również zaprezentować dokonania lokalnych, kreatywnych biznesów. W przypadku tak dużych wydarzeń jak przyszłoroczne finały The Tall Ship Races w Szczecinie – mogłoby to przyjąć formę stworzenia, razem z Miastem, międzynarodowej inicjatywy pokazującej sektor kreatywny zainspirowany wodą i morzem. Innymi słowy, rozwijać kreatywny, biznesowy marketing miasta na zewnątrz.

Świadomość wagi sektora kreatywnego dla miast i regionów musi mieć miejsce jeszcze z jednego ważnego powodu. Większość miejscowości i metropolii (w tym Szczecin) upatruje swój rozwój w szeroko pojętej gałęzi outsourcingu, czyli podwykonawstwie. Szacuje się jednak, że ten trend utrzyma się w Polsce przez najbliższe 20-30 lat. Jest to więc inwestycja czasowa i nie budująca w szerszej perspektywie przewagi konkurencyjnej. Stąd też w wymiarze strategicznym, długookresowym, miasta i regiony muszą myśleć o znalezieniu unikalnych i “twardych” rozwiązań ekonomicznych dla siebie po boomie na outsourcing.

Reklamy

Kategorie: Publikacje